• Rajecké Teplice – bogata historia widoczna z każdego wzgórza
    Miejsce, gdzie tradycja miesza się z nowoczesnością, antyk z lokalnym folklorem, a to, co wydaje się zwyczajne, okazuje się niesamowite.

    Data wyjazdu: 23-25 maja 2025

    Fajnie jest od czasu do czasu pojechać za granicę. Nawet, jeśli ta zagranica to słowacka miejscowość Rajecké Teplice, położone zaledwie około godzinę drogi od granicy z Polską. A konkretnie od przejścia granicznego w Zwardoniu.

    Jest to niewielkie miasteczko uzdrowiskowe, liczące niecałe 3 tysiące mieszkańców. Zostało założone najprawdopodobniej w XIV wieku. Uzdrowiskiem było już w XVI wieku, ale na poważnie rozkwitło dopiero ponad 300 lat później, kiedy sprowadzono porządnych lekarzy, wybudowano nowe budynki uzdrowiskowe i kolej łączącą miejscowość z Żyliną. Prawa miejskie Rajecké Teplice dostały dopiero w 1989 roku. Miejscowość leży bardzo malowniczo w kotlinie pomiędzy szczytami Strážovskich Vrchów a Małą Fatrą. Jest świetną bazą wypadową w okoliczne góry. Blisko stamtąd też do ciekawych miast i zamków.

    Wiejski krajobraz koło Rajeckich Teplic

    Wybraliśmy się tam w piątkowe popołudnie, i niestety to nie był najlepszy czas – w okolicy Krásna nad Kysucou oraz za Żyliną trzeba było stać w korkach, które ciężko było objechać i z „około godziny drogi od granicy” zrobiły się prawie dwie. Ale najważniejsze, że wynajęty pokój w apartamentowcu spełnił wszystkie oczekiwania – niedrogi, czysty, dobrze utrzymany i blisko centrum, a jedynym minusem był widok z okien. Można było patrzeć na…następny apartamentowiec. Obiekt nazywa się Útulný Apartmán Katka i bardzo go polecam.

    Rajecké Teplice i okolice

    Pierwszego dnia pogoda była pochmurna, ale to nie przeszkadzało w zwiedzaniu miasteczka i okolicznych wsi. Po wyjściu z apartamentowca zorientowałem się, że jest świetnie położony. Zaledwie parę kroków dzieli go od dworca autobusowo-kolejowego, z którego można dojechać do Rajca czy Żyliny. Kawałek dalej są dwa ciekawe kościoły – uroczy kościółek Wniebowzięcia Maryi Panny z 1909 roku i bardziej nowoczesny kościół Serca Jezusa. Obok stoi niewielki pomnik Poległych w I wojnie światowej. Przy nim pochowany jest lokalny bohater, nieznany szerzej poza tymi okolicami, czyli Rudolf Suľovský. Był nauczycielem i lokalnym działaczem, a podczas II wojny światowej zginął w walkach Słowackiego Powstania Narodowego.

    Kościół Wniebowzięcia Maryi, pomnik i nagrobek Suľovskiego

    Potem przeszedłem do ładnego parku zdrojowego, również bardzo blisko, utrzymanego z dbałością o każdy detal, z ciekawymi rzeźbami. Został założony w XIX wieku i jest pełny rzeźb i stylowych alejek, a do tego ma trochę egzotycznych roślin. Jest to miejsce, gdzie nawet kosze na śmieci czy latarnie są dziełami sztuki i dopracowane są z dbałością o każdy detal. 🙂 Rzeźby i inne elementy parku zostały wykonane przez lokalnych artystów.

    Fontanna Afrodyty w parku z rzeźbami stylizowanymi na starożytną Grecję
    Stylizowane dekoracyjne budyneczki w stylu antycznym są kolejnym elementem zdrojowego parku
    Jedni wolą rzeźby antyczne, a inni ludowe drewniane figury krasnali. Teren Hotelu Encian

    Obok znajduje się absolutna ikona miejscowości, czyli luksusowy hotel Aphrodite (wybudowany w latach 30. ubiegłego wieku), przyciągający bogatych Słowaków, a także osoby z zagranicy. Jest stylizowany na antyczne łaźnie, do czego nawiązuje architektura i kolumny. Nieco dalej znajduje się druga część parku, ze stawem, drewnianą szopką, grotami i minigolfem.

    Wejście do Hotelu Aphrodite z rzeźbą greckiej bogini
    Aphrodite jest najbogatszym budynkiem w miasteczku i jego najważniejszym symbolem

    Poszedłem jeszcze na zwyczajny, ale bardzo klimatyczny rynek miasteczka. Niestety brak starówki, ale to dlatego, że miejscowość rozwijała się raczej jako uzdrowisko.

    Po obejrzeniu centrum postanowiłem udać się na wiejską trasę spacerową po okolicy, wyznaczoną przez eksperta w dziedzinie słowackich tras (czyli samego siebie). Wędrówkę rozpocząłem od ulicy Hlavnej w „przyklejonej” do Rajeckich Teplic wsi Konská. Następnie skręciłem w lewo w polną drogę, która po krótkim, lekko stromym podejściu doprowadziła na szczyt porośniętego łąkami wzgórza Predovsie (487 m n.p.m.). Stamtąd rozciągały się widoki – najpierw można było podziwiać z góry wspomnianą wieś Konská oraz pobliski Zbyňov i wyrastające na północy szczyty Strážovskich Vrchów. Pasące się tam owce nie były jednak tym krajobrazem szczególnie zachwycone.

    Widok na Zbyňov i okoliczne góry
    Krajobraz wiejski widziany ze wzgórz, w tle Rajec i kamieniołom

    W miarę jak szedłem przez wzgórza na południe, widok się zmieniał – pokazywało się miasto Rajec i kilka innych okolicznych wiosek, a nieco dalej kamieniołom dolomitu we wsi Šuja. Minąłem krowy i zszedłem ze wzgórz do wsi Kamenná Poruba, podziwiając po drodze masywne szczyty Małej Fatry, włącznie z Veľką Lúką (1476 m n.p.m.).

    Jeden ze starych domów w Kamennej Porubie

    Wieś, do której zszedłem, była zwykłą, ale bardzo autentyczną i urokliwą miejscowością, gdzie wzdłuż głównej ulicy ustawione były tradycyjne domy. Nieco powyżej wsi znajduje się kościół. Pierwotna budowla powstała w XIV, ale wskutek trzęsienia ziemi 1858 zawaliła się. Na jej bazie, w latach 1860-70 zbudowano obecny kościół.

    Kościół w Kamennej Porubie i figura Maryi

    Nieco powyżej, wśród pól stoi jeszcze jeden świadek lokalnej historii, czyli kaplica wybudowana pod koniec XIX wieku. W środku – figura św. Jana Nepomucena. Miejsce jest przystankiem na lokalnej drodze pielgrzymkowej.

    Stamtąd udałem się z powrotem do Rajeckich Teplic, tym razem przez nieco niższy grzbiet łąkowych wzgórz, z przyjemnym widokiem na wieś i góry Małej Fatry. W międzyczasie zszedłem jeszcze do Konskiej. Wieś trochę bardziej nowoczesna niż Kamenná Poruba, ale również ładna. Standardowy zestaw: kościół (z XIX wieku), market COOP Jednota i oczywiście bar. Ale czego więcej im potrzeba? Nieco za kościołem mają też śmieszną ławeczkę z wyrzeźbionym koniem. Po obejrzeniu centrum wioski zostawiłem miejscowych Słowaków i ich piwo i w świetle zachodzącego słońca wróciłem do apartamentowca.

    Widok na Konską
    Trasa może nie krótka, ale warta każdego kilometra

    Stránske

    Następnego dnia, w sobotę, poszedłem raz jeszcze do uzdrowiskowego parku. Stamtąd skierowałem się do wschodniej części miasteczka, na kolejne łąkowo-polne wzgórza. Oczywiście z ładnymi widokami na całe Rajecké Teplice i stromo wyrastające obok nich góry. Z łąk zszedłem do urokliwej wsi Stránske leżącej wzdłuż jednej ulicy, w dolinie. Wieś istniała już w XIV wieku.

    Zaraz przy wejściu do miejscowości, napotkałem ciekawą, ale mało znaną atrakcję, czyli ruiny średniowiecznego kościoła św. Heleny, ukryte na cmentarzu. Zresztą to nie dziwne, że są mało znane – z głównej ulicy, którą w dodatku nikt nie jeździ, można je łatwo przeoczyć. Kościół św. Heleny został wybudowany po 1368 roku i był jednonawową gotycką świątynią. Kres jego istnieniu położyło trzęsienie ziemi w 1858 roku. To samo, które zniszczyło świątynię w Kamennej Porubie.

    Stránske z góry. Widać nowy kościół świętej Heleny (z 1995)
    Ruiny kościoła. W miarę dostępności pieniędzy prowadzone są prace remontowe, stąd rusztowania

    Za cmentarzem zaczyna się bardzo ładna, wypełniona tradycyjnymi domami wioska, miejscami wygląda jak wyjęta z XX wieku. Z miejscowości można jeszcze przejść do podobnej wsi Poluvsie (formalnie dzielnica Rajeckich Teplic). Idealne miejsce na ucieczkę przed ZUSem albo alimentami, łatwo ją przeoczyć na mapie. Ja jednak nie uciekałem przed niczym, dlatego zdecydowałem się skręcić z powrotem na wzgórza. Teren przy wieży RTV był świetnym punktem widokowym na miasteczko. Stamtąd zszedłem na ulicę Osloboditeľov i dalej do centrum.

    Jeden ze starych domów tworzących atmosferę wsi Stránske
    Widok na wschodnią część Rajeckich Teplic spod wieży

    Čipčie

    Po obiedzie w postaci halušek z lokalnej restauracji (słowackich klusek ze skwarkami z dodatkiem bryndzy lub kiszonej kapusty) nadszedł czas na najważniejszy punkt wyjazdu, czyli wycieczkę na górę o nazwie Čipčie. Pojechaliśmy więc do niedalekiej, otoczonej wzgórzami (zresztą jak każda miejscowość w okolicy) wsi Turie. Zaparkowaliśmy przy zabytkowym, ale skromnym barokowym kościele św. Jerzego z 1750 roku. Odprowadzeni ciekawym spojrzeniem lokalnej babci, która zapewne nie widziała turystów od zeszłego miesiąca, przeszliśmy na niebieski szlak. Na początku przebiegał przez łąki, a następnie obok zapierającego dech kamieniołomu. Przez pewien czas, w XX wieku, wydobywano tam wapień i dolomit. Obecnie jest nieczynny. Później ścieżka przechodziła przez granicę lasu, oferując ładny widok na całą wieś.

    Widok na Turie
    Kamieniołom w Turiach. W tle ledwo widoczna Żylina

    Po wejściu w las skończyła się zabawa i oglądanie widoczków, a zaczęła się porządna trasa. Mimo, że szlak był poprowadzony nieco trawersem, i tak sprawił dużo problemów, a najtrudniejszym podejściem było to na sam szczyt. Na szczęście urozmaicone było wieloma widokowymi skałami (można było oglądać m.in. Rajecké Teplice z wyższej wysokości niż ze wzgórz za miastem). Panorama widoczna ze szczytu Čipči, na wysokości 920 metrów n.p.m., wynagrodziła cały trud – oprócz okolicznych gór było widać również te dalsze, m.in. Krywań w głównym paśmie Małej Fatry oraz część Kotliny Rajeckiej.

    Kamera nieco wypłaszcza teren, ale i tak widać, że to nie spacerek
    Według niektórych źródeł, szczyt ma 926 m n.p.m. Być może zależy to od tego, czy mierzony jest szczyt, skały, czy ego turysty 😉
    Ze szczytowej polany rozciągały się widoki na Kotlinę Rajecką…
    …bliższe góry Lúčanskiej Małej Fatry…
    …a także te dalsze

    Ze szczytu zeszliśmy niebieskim szlakiem do skrzyżowania z żółtym. Ten odcinek był równie stromy, jak podejście. Wędrówkę dokończyliśmy szlakiem żółtym, który był dużo przyjemniejszy i bardziej płaski, a do tego natrafiliśmy na dwa punkty widokowe, ukazujące dolinę Turianskiego Potoku, drogę D1 w budowie i różne wioski. Zejście – do tego samego kamieniołomu, co wcześniej, a następnie do wsi.

    Widok na Centrum Usług Społecznych w Turiach
    Zbyňov

    Następny dzień, niedziela, był jeszcze cieplejszy. Wyruszyłem więc na jeszcze jeden spacer po okolicy, aby zdobyć widoczne zewsząd wzniesienie z wieżą RTV w Zbyňovie. Z apartmánu przeszedłem do restauracji Mlynarka, skąd chwiejny mostek prowadził do drogi w dolinie. Potok gwarantował przyjemny chłód, czasem nawet zimno. Po jakimś czasie dotarłem do wsi Zbyňov. I tu znowu – tradycyjne domy, duch wiejskości, mieszkańcy wracający z mszy i zdziwienie, jakim cudem na tyle osób wystarcza jedna malutka kaplica imitująca kościół.

    Stare domy w Zbyňovie

    Po obejrzeniu wsi, udałem się od ulicy Ku Skalám polną, lekko stromą drogą na szczyt rzeczonego wzgórza. Już po chwili otworzyła się przede mną piękna panorama na tę oraz inne wsie, w tym Konską i wzniesienia, po których wędrowałem pierwszego dnia. Na górze stał jeden dom, zapewne zamieszkany przez jakichś introwertyków. Zejście urozmaicone było widokiem na Konską i Rajecké Teplice. Od tamtej strony znajdował się też wyciąg narciarski.

    Szczyt wzgórza
    Kawałek za wzgórzem jest obszerna polana. Na widoczne z tyłu górki nie prowadzą żadne szlaki

    Miałem jeszcze sporo czasu, więc postanowiłem wrócić trawersującym okoliczne góry szlakiem niebieskim. Początkowe podejście było dosyć strome. Dalsza trasa wiodła płaską drogą, otoczoną z góry i z dołu wyglądającymi prawie pionowo stokami. Po drodze napotkałem też kilka miejsc widokowych na Rajecké Teplice i Zbyňov. Niestety, przez brak zasięgu trochę nie doszacowałem długości trasy i czasu przejścia. Przez to musiałem się później pakować w pośpiechu, ale było warto.

    Ze szlaku niebieskiego widać było Zbyňov…
    …oraz Konską i Rajecké Teplice

    Kunerad

    Po opuszczeniu apartamentu nie kierowaliśmy się prosto do Polski, aby nie spędzić reszty dnia siedząc w domu i zastanawiając się, dlaczego nie zostaliśmy dłużej. Na początek pojechaliśmy do pobliskiej wsi Kunerad. Sama miejscowość wygląda tak, jak każda inna w okolicy, czyli jest naprawdę urokliwa. Za nią, w leśnej dolinie, znajduje się zamek. Po zostawieniu samochodu na parkingu obok niego, poszedłem go obejrzeć. Wybudowany w 1916 roku, budynek służył różnym celom, ostatecznie w 2018 roku dotknął go pożar. Po tym wydarzeniu rozpoczęła się jego odbudowa, która trwa do dziś, przez co jest zamknięty i ogrodzony. Szczególnie zaskoczone było tym słowackie małżeństwo – podjechali samochodem pod samą bramę, aby obejrzeć zamek, ale widząc, że jest zamknięty, odjechali.

    Zamek w Kuneradzie w trakcie remontu
    Obok zamku stoi typowy komunistyczny pomnik z lat 60.
    Urokliwy domek powyżej doliny

    Z parkingu udałem się dalej w głąb doliny, wybierając jedną z dwóch dróg (południową). Zwyczajny spacer całkowicie zalesioną doliną, ale świetny na gorący dzień. Dotarłem do miejsca zwanego Cibuľková, ze źródełkiem, niewielką skałą i tajemniczą piwnicą.

    Ciekawe, co przechowują w tej piwniczce w środku lasu
    W dolinie trzeba uważać na agresywną niedźwiedzicę z młodymi

    Na parking wróciłem oczywiście tą samą trasą, bo choć były alternatywne opcje, przechodziły przez góry w stylu Čipči, a nie chciałem się narażać na podobne podejścia raz jeszcze 😉. W całej dolinie brak zasięgu i internetu, więc warto mieć mapy offline lub papierowe, chyba że ktoś ma mapy w głowie albo chce iść na żywioł. Zresztą, jeśli ktoś chce iść tylko samą doliną, pewnie wystarczy ta ostatnia opcja.

    Żylina

    Po spacerze w dolinie, aby pooddychać nieco atmosferą miasta po tych wszystkich wiejsko-polno-górskich wędrówkach, pojechaliśmy jeszcze do Żyliny. Wiele osób przejeżdża przez nią tylko w drodze w góry, ale samo miasto naprawdę jest warte obejrzenia. Żylina istnieje już od 1208 roku, ale pełnoprawnym miastem stała się w XIV wieku. Czas największego rozkwitu przeżyło w XVI i XVII wieku, kiedy stało się ważnym centrum gospodarczym i kluczowym miejscem dla Reformacji na terenach słowackich. Obecnie liczy 80 tysięcy mieszkańców i jest czwartym największym miastem w kraju. Za rzeką, na północ od starówki, mieści się Zamek Budatiński z 13. stulecia.

    Nawet centrum miasta jest dosyć zielone

    Wyruszyłem z urokliwego cmentarza żydowskiego, a potem obok równie ciekawego Starego Cmentarza. Następnie, po zobaczeniu terenów na północ od starego miasta, doszedłem do bardzo przyjemnego skweru przy Sad SNP, a stamtąd na główny plac miasta (Hlinkovo námestie). Następnie przyszedł czas na zwiedzanie samej starówki z ładnymi starymi kamieniczkami, ciekawymi uliczkami i muralami i przyjemnym rynkiem (Mariánske námestie). Katedra Najświętszej Trójcy, wybudowana w XIV wieku, wyraźnie góruje nad okolicą. Świątynia była trzy razy dotknięta pożarami i trzy razy odbudowywana. W efekcie jest mieszanką różnych stylów, szczególnie wnętrze.

    Katedra w Żylinie. Obok pomnik Cyryla i Metodego (2013). Byli to misjonarze, którzy schrystianizowali Słowację
    Kościół Nawrócenia św. Pawła

    Oprócz katedry, na starówce znajdują się jeszcze dwa kościoły: św. Barbary z 1730 roku oraz świeżo wyremontowany kościół Nawrócenia św. Pawła z 1754. Ciekawym budynkiem jest też Nowa Synagoga, zbudowana w XX-leciu międzywojennym. Obecnie jest miejscem wystaw i wydarzeń kulturalnych.

    Neorenesansowe kamieniczki na żylińskim rynku

    W Żylinie, jak i w rejonie Rajeckich Teplice są jeszcze dziesiątki innych atrakcji, więc obiecaliśmy sobie, że jeszcze tam pojedziemy, i – tym razem już bez korków – wróciliśmy do Polski.

    – – –

  • Frýdek-Místek – dwa miasta, połączone zabytkami i miłością do piwa
    Místek to miejsce z niejednokrotnie bolesną przeszłością i nie najlepszą teraźniejszością, ale przecież dwa minusy dają plus.

    Data wycieczki: 11 maja 2025

    Pogodną majową niedzielę postanowiłem wykorzystać na wycieczkę do położonego niedaleko od granicy (zaledwie niecałe 30 km od Cieszyna), ale bardzo przyjemnego miasta Frýdek-Místek. Jakiś czas wcześniej odwiedziłem prawobrzeżną część miasta, czyli Frýdek, teraz więc przyszedł czas na mniejszy, ale nie mniej ciekawy, Místek.

    Hospoda u Antoníčka na Místeckiej starówce

    Obydwie części obecnego miasta pojawiły się na mapie w XIV-XV wieku. Przez długi czas leżały w dwóch różnych regionach – Frýdek należał do Śląska Cieszyńskiego, a Místek do Moraw. Różniło je więcej, niż dzieliło. Frýdek z tradycją sukiennictwa i handlu. Místek z silnym życiem kulturalnym i rzemieślniczym. Później w Místku rozwinął się przemysł lniany, ale to Frýdek był prawdziwym centrum przemysłowym. Przez wieki miasta leżały też w odrębnych częściach państwa Habsburgów. Zostały złączone w jedno miasto przez Hitlerowców w 1943 roku i tak już zostało.

    Można więc powiedzieć, że miasto jest czeską wersją Bielska-Białej. Obecnie połączone miasto liczy około 50 tysięcy mieszkańców. Jest świetnie położone, blisko innych ciekawych miejscowości i gór Beskidu Śląsko-Morawskiego.

    ㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤ

    Samochód można zostawić na osiedlowym parkingu blisko centrum. Zresztą w niedzielę parkingi miejskie i tak są darmowe.

    Zwiedzanie rozpocząłem, jak zwykle, od starówki. Mimo, że niewielka, jest bardzo klimatyczna, a w niedzielne popołudnie nie było tam prawie nikogo. A o tym, gdzie byli lokalni mieszkańcy, powiem za chwilę. Na starówce stoi wiele nieźle utrzymanych, pochodzących z czasów renesansu kamienic. Były one później wielokrotnie przebudowywane. Centrum stanowi ładny rynek, czyli Námestie Svobody (Plac Wolności).

    Na Místeckim rynku stoi fontanna oraz kolumna Matki Bożej. Czyli standardowo

    Według lokalnej legendy, w jednej z kamienic w osiemnastym wieku miało miejsce tajne spotkanie Józefa II Habsburga, cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego (czyli Austrii) ukrywającego się pod fałszywą tożsamością jako hrabia von Falkenstein z Fryderykiem II Wielkim, władcą Prus. Omawiali m.in. politykę wobec słabej już wtedy Polski. Mimo, że źródła historyczne wskazują polską Nysę jako bardziej prawdopodobne miejsce spotkania, legenda w Místku jest wciąż żywa.

    W kamienicy po prawej rzekomo spotkali się władcy. Obecnie restauracja „U Cesarza”

    Ciekawe są też dwa zabytkowe kościoły. Pierwszy to ikoniczny, obecny we wszystkich przewodnikach renesansowo-barokowy Kościół św. Jakuba Starszego, wybudowany w 1644 roku na miejscu spalonej drewnianej świątyni. Kościół ma charakterystyczną wieżę, budowaną na przestrzeni 41 lat. Zapewne przerywano prace podczas epidemii czy wojny z Turcją. Albo brakowało funduszy, bo wszystkie pieniądze Czesi wydali na piwo. Na zewnątrz stoją kolumny: św. Pawła i św. Piotra.

    Kościół św. Jakuba

    Drugi kościół, rokokowy (św. Jana i św. Pawła) jest trochę dalej, przy głównej ulicy. Pochodzi z XVIII stulecia. Większe wrażenie robi od środka – wyposażenie jest pełne przepychu, z wieloma rzeźbami i dekoracjami.

    Kościół św. Jana i Pawła. Widać nietypowe proporcje wieży do reszty budynku

    Na skraju starego miasta stoi nowszy (bo wybudowany w 1898), ale również piękny budynek, dawniej służący jako miejski ratusz w czasach, gdy Místek był samodzielnym miastem. Obecnie uczą się tam młodzi muzycy. Budynek jest mixem kilku stylów i ma bardzo urozmaiconą fasadę z licznymi rzeźbami.

    Dawny ratusz, obecnie Szkoła Artystyczna

    ㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤ

    Místek chce zapewne wyglądać bardziej miejsko, więc zaraz za starówką znajduje się przejście podziemne pod główną drogą, z ciekawym graffiti. Co prawda przez kolejne kilka kilometrów drogi w obie strony brak jakiegokolwiek przejścia, ale to już nieistotne 😉

    Być może graffiti upamiętnia zapomnianą legendę o Kurzym Rycerzu 😉

    Po obejrzeniu starego miasta przeszedłem przez równie ładną, nowszą część centrum, z ciekawymi kamienicami, m.in. Domem Narodowym. Następnym przystankiem był park, czyli Sady Bedřicha Smetany. Smetana był dziewiętnastowiecznym czeskich kompozytorem i jest bardzo często upamiętniany w nazwach ulic czy parków. Ten obszar nie przypominał typowego parku z żulem i złamaną ławką, ale porządnie utrzymane miejsce z rzeźbami i różnymi nasadzeniami. Teren przylega do głównej rzeki miasta, Ostravicy, nad którą wyznaczona jest trasa dla rowerzystów i spacerowiczów. Tamtędy właśnie poszedłem dalej.

    Jedna z głównych alejek parku, po prawej popiersie Bedřicha Smetany
    Mini-wodospad na Ostravicy

    Po spacerze nad rzeką udałem się do innych części miasta – przeszedłem przez ulicę Frýdlantską z widokiem na pobliską Łysą Górę (1324 m n.p.m.) i dotarłem do zabytkowej kaplicy Matki Bożej Pomocnej przy ulicy E. Destinové, wybudowanej w 1734 roku. Obok pochowanych jest ponad 200 osób zmarłych w wyniku ówczesnej epidemii dżumy. Była to prawdopodobnie około 1/4 ówczesnej populacji miasta. Nie zachowały się żadne nagrobki. Kaplicę otacza jedynie łąka, a cały teren nie jest zbyt dobrze zagospodarowany, ale warto go znaleźć.

    Kaplica upamiętniająca epidemię stoi na trawniku, częściowo na czyjejś działce

    ㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤ

    Skierowałem się z powrotem na starówkę, po drodze mijając jeszcze trzeci kościół Místka, czyli niewielką XVIII-wieczną świątynię Wszystkich Świętych. Następnie udałem się popularną lokalną drogą pieszą (od ulicy Piskořovej) prowadzącą do pobliskiej wsi Sviadnov. Trasa prowadzi wśród pól i widać z niej wiele okolicznych gór, a także sporą część miasta.

    Droga do Sviadnova

    Sama miejscowość ma ciekawą historię. Została założona już w 1267 roku. To tam zabito znanego zbójnika Ondraszka. Zamodrował go jego własny kompan, licząc na zgarnięcie nagrody wyznaczonej za jego głowę. W centrum miejscowości stoi kościół św. Jana Nepomucena, który wybudowano w 1887 roku. Dość późno, bo dopiero wtedy mieszkańcom przyszło do głowy, że mogą mieć własną świątynię, zamiast chodzić na msze do Místka.

    Kościółek w Sviadnovie

    Sama wieś jest zwyczajna, ale ma przyjemną atmosferę. Obok znajdują się ogromne, widoczne z daleka zakłady techniczne i maszynowe. Do Místka wróciłem ładną drogą przy rzece Ostravicy, oglądając po drodze z dołu położony na wzgórzu Frýdecki Zamek.

    Drewniana sowa we wsi
    Czesi miewają ciekawe ogródki 🙂

    Na koniec zahaczyłem o centrum zwiedzonego już kiedyś Frýdka, a konkretnie o najważniejsze miejsce pielgrzymkowe czeskiej części Śląska, czyli Bazylikę Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Charakterystyczna dwuwieżowa świątynia została zbudowana w połowie osiemnastego wieku w barokowym stylu i bardzo bogato wyposażona od wewnątrz. Według legendy, robotnicy wykopali z ziemi za miastem figurę Matki Bożej. Została ona przeniesiona do głównego kościoła we Frýdku, ale następnego dnia była znowu w tym samym miejscu. Z tego powodu miejsce zaczęto uważać za cudowne i zbudowano na tym terenie kaplicę. Kilkadziesiąt lat później postawiono obecny kościół.

    Mieszkańcy miasta dzielili się tego dnia na dwie grupy. Ci bardziej aktywni spacerowali i uprawiali sport w parkach i nad rzeką. A reszta korzystała z wielu lokalnych pubów i delektowała się złotym trunkiem. Ja zostawiłem i jednych, i drugich i wróciłem do Polski, ale miejscowość mogę polecić, i na pewno tu jeszcze przyjadę.

    ㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤ