Nie jestem ekspertem w dziedzinie słoweńskiej turystyki ani nie byłem w każdym zakątku tego kraju. Jednak zdecydowałem się napisać takie subiektywne zestawienie, wyłącznie na podstawie własnych doświadczeń.
Bled, Lublana, Koper, jaskinia Postojna… Wszyscy turyści odwiedzają te miejsca w Słowenii, ale przecież w tym kraju jest też wiele innych atrakcji. Równie pięknych, ale nie docenionych. Niektóre znane są tylko lokalsom, w innych podróżnicy bywają tylko przejazdem, w innych widuje się turystów, ale znacznie mniej niż w najpopularniejszych destynacjach. Oto moje subiektywne zestawieniu 5 takich miejsc, którym warto poświęcić większą uwagę.
1. Radovljica – miasteczko owiec
Radovlijca to sześciotysięczne (czyli jak na Słowenię niemałe) miasteczko w zachodniej części kraju, malowniczo położone w dolinie poniżej masywnych Alp Julijskich. Odwiedza je większość turystów spędzających urlop w Słowenii, ale… tylko dlatego, że prowadzi tamtędy autostrada do najpopularniejszej atrakcji kraju – Bledu. Ja jednak zwiedziłem też samo miasteczko.

W samym centrum robi wrażenie starówka, założona w 14. wieku na wyraźnym wzgórzu. To daje piękne widoki na okolicę już z parkingu obok rynku. Starówka jest malutka, ale ma urok. Szczególnie podobały mi się ładne kamieniczki i kościół św. Piotra. Są też fragmenty murów miejskich, które raczej chroniły mieszkańców przed upadkiem ze wzgórza, niż przed atakiem wrogów.


Poza starówką też jest kilka ciekawych miejsc. Ze starego miasta wyszedłem na wschód i okazało się, że tamte ulice też są bardzo urokliwe, z tradycyjnymi domami i klimatem. Kawałek dalej znajduje się nowy rynek, na którym kręciły się dzieci (Czemu? Przecież było przedpołudnie w tygodniu). Za rynkiem rozpościera się park i mała zalesiona górka Obla Gorica, pod którą ukryty jest bunkier. To element umocnień budowanych przez Jugosławię w czasie II wojny światowej. Bunkry średnio się przydały, bo w czasie inwazji nie były wystarczająco obsadzone.


Za miastem na zachód płynie malownicza, lekko meandrująca rzeka Sawa, a na wschód od niego jest znane lokalne lotnisko.
Z ciekawostek: zaraz obok starówki, w środku miasta, rozciąga się łąka, na której podczas mojej wycieczki pasły się owce. Urbanistyka i planowanie przestrzeni na najwyższym poziomie 😉
2. Preddvor – wieś trzech pałaców
Co może zaoferować turystom wioska licząca 800 osób? W warunkach słoweńskich to już prawie metropolia. A do zaoferowania ma dużo, tylko większość osób tego nie dostrzega.


Wieś jest urokliwie położona u stóp Alp, otoczona przez malutkie wioski w stylu „wchodzisz do wsi, mrugasz raz, i już z niej wychodzisz”.
W centrum miejscowości są dwa ciekawe obiekty – jeden to kościół św. Piotra z XVIII wieku. Zaraz obok stoi zamek (istniał już w 1147 roku), który w dziejach pełnił bardzo różne funkcje – od domu dla starszych mnichów, poprzez hotel, po miejsce dla dzieci z Bośni czy poprawczak.

Z centrum wyruszyłem na spacer po okolicznych wiejskich terenach, gdzie wśród pól, łąk, i łagodnych wzgórz można zapomnieć o wszystkich problemach i kontemplować widoki na okoliczne masywne góry. Szedłem polną drogą, mijając ładną kaplicę, i dotarłem do małej wioski Breg ob Kokri. Tylko 100 mieszkańców, ale i tak mają kościół. Co z tego, skoro do świątyni nie da się dotrzeć – leży dosłownie na czyimś podwórku.
Poszedłem więc z powrotem i przez pola doszedłem do kolejnej wsi sąsiadującej z Preddvorem – Hrib liczy tylko 64 mieszkańców. Zanim zdążyłem obejrzeć miejscowość, ona już się skończyła.
Z Hribu, przez pola, doszedłem do następnej idyllicznej miejscowości, o nazwie Potoče. Ta ma już ponad 300 mieszkańców, ale 3/4 z nich zapewne mieszka w domu seniora, który mieści się w średniowiecznym zamku. Co ciekawe, zamek leży tuż przy wejściu na szlak wiodący do położonego na górze (961 metrów n.p.m.) kościoła św. Jakuba. Tam już nie poszedłem, ale warto.


Namiastką tego była kaplica św. Jakuba, którą minąłem idąc do ostatniej atrakcji, czyli jeziorka Črnava. Można je przejść dookoła w kilka minut i zobaczyć stojący obok szesnastowieczny zamek. Pola wokół niego są wykorzystywane przez spadochroniarzy. Byłem tam podczas złotej godziny – zachodzące słońce odbijające się od tafli wody i oświetlające południowe górskie stoki tworzyło niesamowitą atmosferę.

Warto również dodać, że Preddvor i okolice są świetną bazą wypadową na okoliczne alpejskie szczyty.
3. Medvode – w cieniu stolicy
Medvode to 5-tysięczne miasteczko, leżące tylko 13 kilometrów od centrum Lublany. Stołeczne miasto przyćmiewa je blaskiem swoich zabytków i natury i to do stolicy kierują się turyści, pomijając Medvode. Niesłusznie.


Miejscowość powstała pod koniec średniowiecza i przez długi czas była wsią, dlatego brak tam starówki. Zwiedzanie zacząłem od wielkiego parkingu w centrum. Obok niego – pojedyncze zabytkowe budynki, namiastka rynku, na którym odbywał się jakiś lokalny kiermasz, i charakterystyczny budynek marketu Mercator, ze szklaną piramidką zamiast dachu. Z budynku dobiegała muzyczka, słyszalna kilometr dalej. Naprawdę. Lekko przesadzają.
W centrum można też zobaczyć miejsce, gdzie łączą się dwie rzeki: Sora (nie, nie chodzi o program grafiki AI) oddaje swoje wzburzone wody głównej rzece kraju, Sawie. Idąc wzdłuż tej drugiej, można dojść do ładnego, wydłużonego jeziora zaporowego Zbiljsko. Z kolei po drugiej stronie Sory znajduje się kościół św. Jana od Krzyża.

Minąłem kościół i przeszedłem przez zwykłą, ale ładną wieś Vaše. Po półgodzinie (licząc od centrum Medvode) dotarłem do uroczej wioski Goričane, ułożonej wzdłuż wijącej się w górę i w dół ulicy. Przywitali mnie Słoweńcy pijący piwo i mało znany, ale ciekawy zabytek – zamek Goričane. Zbudowany w 1631 roku, służył lublańskim biskupom, a w 1934 odbyła się tam konferencja z późniejszym dyktatorem Jugosławii, Josipem Broz Tito.


Obejrzałem pałac, niestety tylko z zewnątrz, i przeszedłem przez przemysłową wieś Ladja (w tłumaczeniu na polski „Łódź”. Nazwa zobowiązuje ;-)). Oprócz zakładów jest tam urokliwy zabytkowy kościółek. Zanim wróciłem do Medvodia, poszedłem jeszcze do wsi Spodnja Senica. Niestety, nie było tam nic ciekawego. Poza rozkopaną drogą w centrum miejscowości, remontowaną pewnie od wielu miesięcy.

Wracałem do Medvodia przez osiedle, a tam… wodospad.

4. Nieznane zakątki Škofji Loki

Perełka Slowenii. Blisko Kranja i Lublany. W centrum – przepiękna starówka z niesamowitym klimatem. Nad nią zamek z XIII wieku. I na tym większość turystów kończy. Moim zdaniem to błąd.

W Škofji Loce byłem trzy razy, co jak sądzę dobitnie pokazuje, że jest tam co robić.
Po zobaczeniu zabytkowego centrum i zamku poszedłem polną drogą z zakrętami i po kilku minutach dotarłem na wzgórze Krancelj (453 m n.p.m.). Malownicze miejsce, gdzie czas się zatrzymał, a ja leżałem na łące, podziwiając widok na okolicę, między innymi Starą Lokę.


Do tej właśnie Starej Loki poszedłem dalej, mijając tajemniczą kotlinkę i małą wieś Vincarje. Stara Loka to spora wieś, przypominająca miasteczko, przyklejona do Škofji Loki. Co ciekawe, jest od niej prawie 300 lat starsza – na pewno istniała już w 973 roku, czyli 6 lat po Chrzcie Polski. Nie ma tam co prawda starówki, ale to nie szkodzi. Kilka zabytkowych budynków, nowy kościół zbudowany na miejscu średniowiecznego i zamek pięknie położony obok potoku i tak robią robotę.

Jeśli komuś mało jest wiejskich wędrówek (na przykład mnie), to na północ od Starej Loki rozpościerają się rozległe tereny łąkowe urozmaicone wioskami po kilkadziesiąt mieszkańców. Obszar urzeka autentyczną atmosferą i pięknymi krajobrazami. Świetne na dłuższy spacer lub przejażdżkę rowerem (ale chyba własnym, bo ciężko znaleźć wypożyczalnię). Zewsząd widoczna jest potężna, 1000-metrowa góra – Lubenik.

5. Stražišče – pomijana dzielnica Kranja
Kranj jest czwartym największym miastem Słowenii, przy czym i tak jest mniejszy od polskich Pszczyny czy Chrzanowa. W glównej części jest ikoniczna starówka i sławna dzielnica, której nazwy nie będę podawał. Mimo wszystko to poważny blog a nie jakieś rzucanie przekleństwami. Ale jest jeszcze druga część miasta, tzw. Stražišče, która funkcjonuje sobie na przeciwległym brzegu Sawy niczym osobne miasteczko. Większość ludzi odwiedza je z jednego powodu – wychodzi się stamtąd na Šmarjetną Gorę, z której rozpościerają się szerokie widoki. Ale czy poza tym w Stražišču nie ma nic ciekawego?


W pewien pochmurny dzień postanowiłem to sprawdzić. Poszedłem z rejonu dworca główną drogą nad rzeką, i po parunastu minutach dotarłem do podnóża skoczni narciarskiej Bauhenk. Odbywają się tam zawody międzynarodowe tzw. 2 ligi skoków, oraz letnie. Wtedy, kiedy ja tam byłem, trwał jakiś trening.
Następnie poszedłem do serca Stražišča, czyli na rynek (Baragov trg). Droga ze skoczni nie krótka, ale przyjemna. Na rynku nie było jakichś szczególnych zabytków – z wyjątkiem kościoła św. Marcina (pierwszy kościół stał tam w VI wieku) – ale miejsce jest schludne.


Ale zabytków nie było nie dlatego, że wcale ich nie ma, ale dlatego, że klucz do historii Stražišča jest zupełnie w innym miejscu. Poszedłem więc tam przez labirynt uliczek, po drodze mijając siedemnastowieczny kościół św. Jerneja, i dotarłem do zamku. Architektura surowa, teren zamknięty, ale znaczenie historyczne spore. Zbudowany w XVI wieku, pozwolił miejscowości rozwinąć się. Obok jest jeszcze jeden ciekawy obiekt, czyli stara romańska kaplica z X-XI stulecia.
Ciekawostka: przy chodniku prowadzącym z dworca do Stražišča są trzy drewniane krzyże i jest to świetny punkt widokowy na starówkę Kranja dla osób, którym nie chce się wchodzić na Šmarjetną Gorę.











































































































































































































































