Częstochowa to nie tylko Jasna Góra. Oczywiście wszystko w tym mieście kręci się wokół religii, a kościoły są za każdym rogiem, ale jest tam dużo więcej atrakcji. Jest tutaj dosłownie wszystko – od plaży rodem znad Bałtyku po nietypowe rzeźby i zabytki ukryte przed większością turystów, a do tego kilka rynków i piękny kamieniołom.
Data: jakoś między 12 a 18 lipca 2025
Nie wszyscy wiedzą, że przez większość historii Częstochowa była tak naprawdę dwiema różnymi miejscowościami. Były to Częstochowa (w rejonie obecnej starówki) i Częstochówka (w okolicy Jasnej Góry). Obydwie istniały już w 1220 roku, a pewnie też wiek wcześniej. Prawa miejskie Częstochowa dostała w XIV wieku. Częstochówka pozostała wsią, ale otrzymała coś innego – ufundowano tam klasztor paulinów. Sprowadzono mnichów z Węgier i słynny obraz Matki Bożej z terenów obecnej Ukrainy.

W XVI-XVII wieku klasztor otoczono fortyfikacjami i przekształcono go w porządną twierdzę. Dzięki temu, w 1655, oparł się atakowi Szwedów. W 1717 Częstochówka doczekała się praw miejskich.. 100 lat później wytyczono aleję Najświętszej Maryi Panny, która ułatwiła połączenie obu miast. Formalnie miejscowości złączono w jedną całość w 1826 roku. Pod koniec XIX wieku miasto bardzo rozwinęło się przemysłowo, powstała m.in. Huta Częstochowa, a w XX wieku przyłączono nowe dzielnice. Warto dodać, że przez pewien czas podczas II wojny światowej Częstochowa było stolicą Polskiego Państwa Podziemnego.

Zwiedzanie zacząłem, jak zwykle, od starówki. Od parkingu w Galerii Jurajskiej przeszedłem ulicą Krakowską z zaniedbanymi kamienicami. Po chwili dotarłem do placu Jana Pawła II, przy którym znajduje się Bazylika Archikatedralna. Została zbudowana w stylu neogotyckim na początku ubiegłego wieku.

Potem obejrzałem inne ulice starego miasta z kamienicami, niestety również wymagającymi gruntownego remontu. Stary rynek z kolei był znacznie bardziej zadbany. Do tego wyróżniał się też czymś jeszcze: w innych miastach rzeźby raczej są na powierzchni, a tam – ponad rynkiem, na specjalnych drutach. Zresztą podobne rzeźby są można tez znaleźć w innych miejscach w centrum. Za rynkiem jest jeszcze jeden plac – plac Daszyńskiego, przy którym stoi skromny, ale też ładny kościół św. Zygmunta. Jest to najstarsza świątynia w mieście, zbudowana w XV wieku.


Dalej przeszedłem do północnej części starówki – ta sprawiała wrażenie trochę ładniejszej – i ulicą Warszawską dotarłem do mało znanego miejsca w mieście, czyli cmentarza żydowskiego. Znajduje się na ulicy Kawiej i ma formę wąskiego paska wciśniętego między budynek usługowy a jakąś działkę. Głównie pochowana jest tam ludność zamordowana w 1942 roku.

Później poszedłem zobaczyć zachodnią część centrum. Poszedłem najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta, czyli aleją Najświętszej Maryi Panny, biegnącą prosto jak od linijki od starego rynku na Jasną Górę. Najładniejsze kamienice, ze sporą liczbą różnych sklepów, znajdują się właśnie wzdłuż niej. Po drodze jest plac Biegańskiego, dużo większy niż stary rynek. Na nim można zobaczyć pomnik Piłsudskiego, a wokół stoi wiele zabytkowych budynków. Najbardziej zwracają uwagę dwa. Pierwszy to ikoniczny czerwony ratusz, obecnie mieszczący muzeum.


Drugi to kościół św. Jakuba apostoła. Jego bizantyjska, wschodnia architektura może dziwić, ale to nie przypadek – świątynia pierwotnie została zbudowana jako cerkiew. Po I wojnie światowej przejęli ją Katolicy, ale byli zbyt leniwi żeby ją przebudować.

Prawosławni się wkurzyli, że zabrano im cerkiew, i w latach 90. zbudowali nową. Stoi ona kawałek dalej na południe, za parkiem i obecnym urzędem miasta. Też zawiera typowe bizantyjskie elementy, np. kopuły.

Naprzeciwko znajduje się kościół ewangelicki postawiony przed I wojną światową, głównie z myślą o Niemcach zamieszkujących miasto. Jeśli by pójść dalej ulicą Śląską, jak ja, można też napotkać ciekawy PRLowski pomnik Poległym w Obronie Ojczyzny. Obok stoi nietypowy okrągły budynek – to Urząd Stanu Cywilnego. Na Środmieściu jest też kościół św. Stanisława Kostki z lat 80′, z ciekawą architekturą.


Po obejrzeniu zabytków mogłem udać się do samej bazyliki jasnogórskiej, ale najpierw poszedłem zobaczyć rzadziej odwiedzane przez turystów miejsca. Niedaleko Jasnej Góry znajduje się kolejny rynek, czyli Rynek Wieluński, oraz odchodząca od niego ulica św. Rocha z małomiasteczkową zabudową. Są to pozostałości po centrum dawnego miasta Nowa Częstochowa (czyli wcześniejszej Częstochówki), istniejącego w 18. i 19. stuleciu. Na rynku stoi też ładny kościółek Jezusa Konającego. W międzyczasie zobaczyłem też kościół Podwyższenia Krzyża Świętego zbudowany po II wojnie światowej.

Dalej minąłem spory zabytkowy cmentarz z 1641 roku (najstarszy w mieście) z dwuwieżowym kościołem św. Rocha i św. Sebastiana . Dalej poszedłem przez „tyły” Jasnej Góry ulicą św. Jadwigi, którą dotarłem do parku Lisiniec. Jest to całkiem spory i dosyć dziki, ale równocześnie dobrze zagospodarowany teren. Są tam korty tenisowe, park linowy, punkt gastronomiczny. Ale jego główną atrakcją są Pacyfik, Bałtyk i Adriatyk. Są to po prostu … stawy. Służą do wędkarstwa, można także po nich pływać (obok są wypożyczalnie sprzętu wodnego). Nad Adriatykiem można wypoczywać na usypanej kilka lat temu plaży z piaskiem przywiezionym z nadbałtyckiej Łeby. Po co więc wydawać grubą kasę na wyjazd do Chorwacji, skoro Adriatyk mamy też w Polsce, w Częstochowie?

Po odpoczynku nad Bałtykiem przespacerowałem się nad brzegiem Pacyfiku i poszedłem ulicą świętej Barbary do ładnego kościoła tej samej świętej. Jest to jedna z najstarszych świątyń w Częstochowie, zbudowana w połowie 17. wieku, i posiada piękne zabytkowe wyposażenie. Za nim stoi skromna kaplica św. Anny, a w niej źródełko, z którym związana jest historia z odrobiną legendy.
W 1430 grupa czeskich Husytów obrabowała klasztor na Jasnej Górze, w tym oczywiście ukradli obraz Matki Bożej. W czasie ucieczki porzucili jednak obraz na ziemię. Ujrzeli go przechodzący mnisi i przystąpili do modlitwy. Wtedy obok wytrysnęło źródełko, w którym obmyli obraz. Od tego czasu jest ono uznawane za cudowne. Po tym wydarzeniu obraz przewieziono do Krakowa i przeprowadzono jego konserwację, a potem w uroczystej procesji przewieziono z powrotem na Jasną Górę.

Za kościołem ulica zaczęła się piąć w stronę Jasnej Góry. Tam napotkałem prawdziwe królestwo komercji – ulica cała wypełniona kramami z najróżniejszymi produktami, ale w sumie czego innego można się spodziewać. Przemknąłem się na ich tyłach, aby nie wydać połowy zawartości portfela i udałem się do samej bazyliki. Niegdyś oblężona przez Szwedów, teraz przez turystów.

Architektonicznie robi duże wrażenie, i to nie tylko sama bazylika i jej wnętrze, ale także mury obronne wokół, i liczne rzeźby i armaty na wałach. Dodatkowo, można wejść na wieżę świątyni i podziwiać piękną panoramę miasta (niestety nie załapałem się na to, bo było już po 17:00). Organizacji ruchu turystycznego i pielgrzymkowego też nie można nic zarzucić.

Niestety jest to też miejsce, gdzie duchowość spotyka się z handlem i przegrywa na punkty. Między modlitwą a zakupem różańca świecącego w ciemności lub figurki Maryi trudno o skupienie. Szczególnie jeśli z głośników słychać księdza reklamującego książkę kucharską. Na koniec poszedłem jeszcze do pięknego, dwuczęściowego parku poniżej jasnogórskich błoni. Było tam kilka stawów i różne budyneczki i zdecydowanie mniej ludzi, choć też sporo.

—
Parę dni później postanowiłem zobaczyć chyba najbardziej znaną dzielnicę miasta, czyli Raków. Jest ona siedzibą jednego z najlepszych polskich klubów piłkarskich, czyli Rakowa Częstochowa. Oczywiście ta część miasta składa się głównie z bloków i umieszczonych na nich kibicowskich napisach, ale można tam znaleźć kilka ciekawych punktów.

Raków założono na przełomie XIX/XX wieku jako osiedle robotnicze powiązane z położoną blisko Hutą Częstochowa. Przez kilkadziesiąt lat był osobnym, nieźle zorganizowanym miasteczkiem. W XX-leciu międzywojennym Raków włączono do Częstochowy. Spacer rozpocząłem od stacji kolejowej. Osią dzielnicy jest aleja Pokoju, którą jeżdżą tramwaje do centrum Częstochowy. Tą właśnie aleją dotarłem do rakowskiego rynku (plac Orląt Lwowskich). Przy nim stoi dwuwieżowy kościół św. Melchiora Grodzieckiego.

Stamtąd poszedłem do drugiego kościoła, czyli robotniczego sanktuarium św. Józefa. Kościół powstał w XX-leciu międzywojennym i otoczony jest krużgankami.

Kawałek dalej znajduje się kolejne mało znane miejsce z klimatem, czyli zabytkowe osiedle robotnicze z początku XX wieku. Wśród tradycyjnych ceglanych budynków można poczuć się jak w Chorzowie lub Katowicach. Oczywiście większość familoków już dawno powinna być wyremontowana, ale słabo utrzymane budynki stanowią też pół starówki, więc przywykłem już do tego. Spacer zakończyłem przy kluczowym miejscu całego miasta, czyli stadionie Rakowa Częstochowa.

Klub został założony w 1921 roku, ale największe sukcesy (oczywiście tylko na poziomie krajowym) notował w ciągu kilku ostatnich lat. Wygląda jak stadion porządnego klubu, ale w wersji demo, albo wypasiony stadion klubu z okręgówki. Ale przecież nie liczy się miejsce, ale piłkarze, kibice i sukcesy. Wbrew powszechnemu przekonaniu, tych kibiców jest dużo. Choć na trybunach mieści się tylko garstka z nich.
—
Nazajutrz przyjechałem do miasta raz jeszcze, tym razem do jego wschodniej części. Zacząłem przy niezawodnej Galerii Jurajskiej i ulicą Olsztyńską przeszedłem do stadionu żużlowej drużyny Włókniarz Częstochowa. Ten oczywiście znacznie większy i bardziej porządny niż stadion piłkarskiego Rakowa. Następnie minąłem kościół Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych i udałem się nad Wartę. Na wale nad rzeką prowadzi ścieżka, którą poszedłem aż do ulicy Legionów.

Kawałek dalej czekała na mnie kolejna atrakcja, czyli – rozreklamowany przez nieaktualne przewodniki – Park Miniatur. Dlaczego nieaktualne? Park został założony w 2011 i umieszczono w nim wiele miniatur obiektów sakralnych z całego świata. Był tam też park linowy, sporej wielkości figura Jana Pawła II i inne figury świętych oraz wiele innych atrakcji. Na początku miejsce prosperowało, ale z czasem liczba odwiedzających zaczęła maleć, a właściciele nie zrobili z tym nic. Z biegiem lat park zaczął popadać w coraz większą ruinę.


Na teren wszedłem od strony ulicy Zielonogórskiej i od razu napotkałem obraz nędzy i rozpaczy. Co pozostało po czasach świetności? Porysowana figura papieża, kilka domków letniskowych w ruinie i na wpół rozwalone miniatury kościołów. Spacerując między nimi czułem się jak bohater jakiegoś filmu post apokaliptycznego, który przechodzi między budynkami zniszczonymi przez żywioł. Park Miniatur Sakralnych jest dziś bardziej parkiem egzystencjalnych pytań. Człowiek idzie tam po duchowość, a wychodzi z przekonaniem, że Bóg chyba inwestuje już w inne nieruchomości.

Zaraz za miniaturami znajduje się piękny kamieniołom wapienniczy na Złotej Górze. Białe, poszarpane ściany robią wrażenie. Wspiąłem się stromymi ścianami na górę. Można też dostać się tam łagodniejszą ścieżką albo ulicą Złotogórską.

Można też tam dojechać samochodem, a obok znajduje się parking. Na górze prowadzi krótka ścieżka wzdłuż kamieniołomu, z której można podziwiać widok na sporą część Częstochowy, m.in. stadion żużlowy, katedrę, Jasną Górę i wszechobecne blokowiska.


Po obejrzeniu kamieniołomu i panoramy miasta skierowałem się przyjemną polną drogą, a potem ulicą Mirowską. Minąłem nowy kościół św. Jana z Dukli i dotarłem do wału nad Wartą.

Tereny są świetne na wycieczkę rowerową lub dłuższą pieszą wędrówkę – wałem można dotrzeć prawie do Mstowa. Ja jednak poszedłem w drugą stronę, mijając pomnik Jezusa – punkt orientacyjny dla osób jadących na Jasną Górę od północy – i dotarłem na starówkę.
Na starówkę która, choć zaniedbana, ma swój urok, podobnie jak inne ciekawe miejsca w różnych częściach miasta. Dlatego warto je odwiedzić.


Dodaj komentarz