Przewodnik po jurajskim Olsztynie i okolicy – od małego Giewontu do religijnej kampanii marketingowej

Czasami warto wyjechać gdzieś bliżej, niekoniecznie za granicę i dlatego w lipcu wybraliśmy się do miasteczka Olsztyn, pod Częstochową.

Miejscowość leży na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, rozległym obszarze znanym z widokowych wzgórz, imponujących ostańców skalnych, pięknych ruin zamków, zabytkowych kościołów i urokliwych krajobrazów. Olsztyn to kwintesencja Jury – są tam wszystkie te rzeczy, i wiele więcej.

Data: 13-18 lipca 2025

Historia Olsztyna zaczyna się w XIV wieku, ale z pewnością istniał też wcześniej. Już od średniowiecza był tam niewielki zamek, co pozwoliło miejscowości rozwinąć się. Jednak dopiero Kazimierz Wielki rozbudował go do poziomu porządnej warowni. W 1488 nadano prawa miejskie, a w 1532 – prawa do jarmarków i targów. Rozwój miasta został zaburzony przez liczne wojny. Między innymi, w 1587 Maksymilian Habsburg oblegał zamek olsztyński. Polakom udało się obronić, ale w 1655, w czasie potopu szwedzkiego, nie było już tak wesoło. Szwedzi doszczętnie zniszczyli zamek, i od tego czasu jest w ruinie. W 18. wieku Olsztyn był już w praktyce wsią, a po powstaniu styczniowym odebrano mu prawa miejskie. Ponownie został miastem dopiero w 2022 roku.

Mapka, żeby nikt się nie zgubił w okolicy

‌Olsztyn

Centrum miasteczka stanowi rynek. Jest na nim kilka ciekawych rzeczy. Stoi tam budynek Centrum Kultury, a na nim popiersie Piłsudskiego. Przypominam – pomnik Piłsudskiego stoi też na głównym placu Częstochowy. Od większego sąsiada Olsztyn odgapił też pomysł rzeźb unoszących się w powietrzu (czyli na specjalnych drutach). Dodatkowo mają też dwie makiety zamku. Przezornie umieszczono je pod szkłem, aby nie zostały zniszczone jak Park Miniatur w Częstochowie 😉

Rynek w Olsztynie

Oczywiście Olsztyn nie ma żadnej starówki, ale zamiast tego można poczuć jego małomiasteczkową atmosferę, spacerując uliczkami na zachód od rynku. Kawałek za rynkiem stoi fantazyjnie pomalowana kolorowa chałupa. W środku można obejrzeć imponującą ruchomą szopkę, składającą się z kilkuset figur.

Tak kiedyś wyglądał zamek w Olsztynie
Druga makieta na rynku

Blisko centrum można też zobaczyć późnobarokowy kościół św. Jana Chrzciciela z bogatym wnętrzem. Został wybudowany w 18. stuleciu po pożarze starej świątyni. Od rynku jest tylko kilka kroków do zamku. Jednak przejście tych kilku kroków może zająć sporo czasu, bo trudno nie zatrzymać się w jednej z licznych knajpek czy budek z lodami po drodze. W sezonie turystycznym jest to główne miejsce w miasteczku, jeśli chodzi o gastronomię, ale nie jedyne. Smaczne dania w niewygórowanych cenach oferuje też pobliska restauracja Kuźnia Smaku, którą polecam.

Rzeźba owcy na rowerze przy zamku. Symbolizuje turystykę rowerową i wypas owiec w okolicy

Kawałek poniżej zamku, przy ulicy Kazimierza Wielkiego 2, wśród drzew ukryta jest drewniana chałupa. Jest to spichlerz z XVIII wieku, kilkanaście lat temu przeniesiony z Borowna (za Częstochową). Obecnie działa tam restauracja.

Widok na miasto ze wzgórza zamkowego

Poza centrum jest mniej ciekawych miejsc. Przy drodze na Częstochowę mają mały park z dwoma stawami, w sumie niepotrzebny. Przecież miejscowość jest otoczona ze wszystkich stron lasami i naturą. Warto też dodać, że przy głównej drodze między Częstochową a Olsztynem znajduje się wyjątkowo wredny przejazd kolejowy. Jeśli przejedziesz przez niego bez zatrzymywania się i oczekiwania na przejazd pociągu to znaczy, że masz szczęście. Przejeżdża tamtędy grubo ponad 100 pociągów dziennie, a zdarza się że przejazd zamykają na kilkanaście minut, albo więcej.

Park w Olsztynie

Skrajnica

Na południe i zachód od miasteczka rozciągają się tereny leśne. Nie są jakieś niesamowite albo pełne atrakcji, ale można w nich przyjemnie pospacerować. Ja przeszedłem tam trasą, która zaczyna się od ulicy Polnej. Dalej poszedłem szlakiem czarnym, a potem żółtym przez ładny, sosnowy las. Po drodze minąłem wieś Skrajnica.

W którą drogę skręcić?

Po jakimś czasie skręciłem w nieoznakowaną, ale nienajgorszej jakości leśną drogę, która doprowadziła mnie na położony wśród łąk punkt widokowy na wzgórzu Dolny Ostrówek. Z niego zszedłem do wspomnianej Skrajnicy. Miejscowość nie jest szczególnie atrakcyjna, ale ma przyjemną atmosferę i niewielką kaplicę.

Kaplica w Skrajnicy

Nieco dalej, blisko ulicy Górzystej jest inny punkt widokowy na okolicę (czyli widać głównie las) i Częstochowę. Niestety od ulicy nie prowadzi tam żadna sensowna ścieżka. Do miasteczka wróciłem ulicą Turystyczną. Stamtąd zaś było widać dużą część Olsztyna i zamek. Trasa nie jest szczególnie oblegana przez turystów.

Widać sporo, ale tylko gdy stanie się na palcach na pniaku i zadrze głowę do góry
Mógłbym przysiąc, że to Świnoujście i latarnia morska. Ale to tylko wieża przeciwpożarowa w Olsztynie

Zamek w Olsztynie i jego okolice

Oczywiście będąc w Olsztynie, nie można nie odwiedzić ruin zamku. Zanim jednak tam poszedłem, postanowiłem przyjrzeć się mu z różnych perspektyw z okolicznych wapiennych ostańców. Do pierwszych można dojść ścieżką od ulicy Karlińskiego. Jest tam kilka skał tworzących razem wzgórze Cegielnia, każda jakoś dziwnie nazwana, na wszystkie można wejść bez sprzętu, ale wspinaczkę też tam można uprawiać. Tutaj już byli turyści. Co prawda tylko dwóch, ale to już jakiś postęp. Z góry piękny widok na zamek, miasteczko, bliższe i dalsze okolice, a nawet Częstochowę. Innymi słowy, jest tu pięknie, jak w niebie, a jeśli ktoś będzie nieostrożny, to może nawet faktycznie w tym niebie się znaleźć.

Widok ze skał
Budżetowa wersja okładki pewnego albumu zespołu Dream Theater

Za skałami poszedłem wąską, zarośniętą ścieżką do mniej znanej atrakcji, czyli kamieniołomu Kielniki. Ważne, żeby skręcić w odpowiednią ścieżkę, bo takich jest kilka. Miejsce zbudowane głównie z wapienia, znaleziono tam wiele skamieniałości. Kamieniołom nie jest tak spektakularny jak ten w Częstochowie, ale też ładny. Jeśli ktoś nie załapał się na niebo przy skałach, to ma jeszcze szansę tutaj – ścieżka prowadzi zaraz przy krawędzi kamieniołomu i można łatwo spaść (szczególnie jeśli jest ślisko). Dalej schodzi się na dół kamieniołomu – stamtąd wygląda najlepiej – i można wrócić inną ścieżką (bardziej na północy) w rejon zamku.

Widok na teren kamieniołomu

Tam znajduje się jeszcze jedna grupa skał, tzw. Ostra Góra, też z pięknym widokiem, podobnym jak wcześniej. Z tego miejsca warto też przejść przez las do ulicy Kazimierza Wielkiego, bo za nią są kolejne ładne tereny. Jest tam kilka górek, w tym jedna zwieńczona krzyżem, i sporo mniejszych ostańców, a poniżej są pozostałości pieca do wypalania wapnia. Byłoby to świetne miejsce do odpoczynku od tłumów, z widokiem na zamek, tyle że … tych tłumów nie ma wcale.

Teraz nadszedł czas na wisienkę na torcie, czyli ruiny zamku, więc wróciłem w jego okolice. Cały teren jest ogrodzony, więc jedyne miejsce, gdzie można oficjalnie do niego wejść, to ulica Zamkowa. Tam też można kupić bilet. Nieoficjalnie – nie raz widywałem ludzi przechodzących przez ogrodzenie gdzieś z drugiej strony. Według mnie wejście powinno być bezpłatne, ale bilety nie kosztują dużo – 6 zł ulgowy i 10 zł normalny. Za tę cenę można przez cały dzień chodzić po rozległym terenie zamku z licznymi skałami, ruinami i dwiema wieżami. Jedną można zwiedzać i na nią wyjść – za dodatkową opłatą. Pod zamkiem jest też jaskinia. Skały przy zamku to świetne punkty widokowe na miasteczko i na większość można wejść bez sprzętu.

Widok z zamku w stronę Biakła i Sokolich Gór (o nich poniżej)
Wszystko w słońcu … niestety tylko przez chwilę

Jeziorka Krasowe, Góry Towarne i Zielona Góra

Nieco dalej od miasteczka można znaleźć sporo ciekawych miejsc, dlatego następnego dnia poszedłem na północ od Olsztyna, aby je zobaczyć. Rozpocząłem wędrówkę od rynku i poszedłem ulicą Mstowską, przez puste o tej porze miasteczko. Już na początku natrafiłem na pierwsze ciekawe miejsce, czyli pomnik poświęcony bohaterom walk o Ojczyznę.

Pomnik poświęcony zamordowanym Polakom

Kawałek w głąb lasu znajduje się Cmentarz Ofiar II wojny światowej. Na jego terenie pochowano ofiary egzekucji dokonanych w tym miejscu przez Hitlerowców. Niemcy zamordowali tam prawie 2 tysiące osób, głównie Polaków. Wokół cmentarza umieszczono skromną drogę krzyżową.

„Naród nigdy o nich nie zapomni”
Cmentarz

Obejrzałem cmentarz i wróciłem do ulicy Mstowskiej. Wkrótce potem skręciłem w ścieżkę w lewo, która po chwili doprowadziła mnie do Gór Towarnych. Jest to kilka malowniczych wzgórz ze skałkami, wśród których ukryte są jaskinie. Znaleziono w nich szczątki niedźwiedzia jaskiniowego. Ze wzgórz rozciągają się piękne widoki na Olsztyn, zamek, Częstochowę i okoliczne wioski i lasy. Jak dotąd turystów brak.

Tylko las po horyzont… W tle Częstochowa

Zszedłem z Gór Towarnych zarośniętą ścieżką do czerwonego Szlaku Orlich Gniazd. Niestety szlak jest słabo utrzymany i dość mocno zarośnięty trawą, a przecież to jedna z głównych tras Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dotarłem nim, wśród łąk, do głównej ulicy w Kusiętach. Wioska jest rozłożona wzdłuż dwóch prostopadłych ulic. Istniała już w 14. wieku.

Widok na wieś z Gór Towarnych
Krajobraz wsi

W Kusiętach zszedłem w stronę stacji kolejowej. Za nią jest kolejne ciekawe miejsce – krasowe jeziorka. Powstały przez zawalenie się stropu jaskini. Teren jest nieźle zorganizowany, mają altankę, leżaki, niewielką plażę, ale wokół leży sporo śmieci. Kosz stoi dwa metry dalej, ale przecież to już inna strefa klimatyczna, wymagająca paszportu i kondycji maratończyka.

Krasowe jeziorko

Odpocząłem chwilę w towarzystwie lokalnego łabędzia (bo turystów brak) i ruszyłem dalej polno-leśną ścieżką. Znów średniej jakości, ale ten odcinek nie przebiega znakowanym szlakiem, więc nie mogę obwiniać PTTK. Schemat wygląda tak: ścieżka biegnie przez łąkę – jest zarośnięta. Wchodzi w las – zmienia się w elegancką szeroką drogę. Potem znowu łąka, las i tak w kółko.

Jura jest piękna. Pod warunkiem, że upał nie dokucza, a ścieżka jest dobrze utrzymana

Po drodze minąłem zająca z nadwagą i doszedłem do porządnej leśnej drogi, a nią do leśniczówki Zielona Góra. Wędrowałem dalej aż doszedłem do Szlaku Orlich Gniazd i nim udałem się w kierunku Rezerwatu Przyrody Zielona Góra. Tutaj już muszę obwinić PTTK. Jak to jest, że nieoznakowana droga przez las może być szeroka i świetnie utrzymana, a główny szlak prowadzący do rezerwatu przyrody to festiwal trawy i zarośli?

W rezerwacie

Po chwili dotarłem do rezerwatu i tam zaczęła się zabawa. Teren obejmuje dosyć wybitne wzgórze (343 m n.p.m.), miejscami strome – czułem się trochę jak w Beskidach. Wokół sporo skał, na niektóre można wejść bez sprzętu, i 150 metrowa jaskinia (niedostępna do zwiedzania). Zszedłem z góry szlakiem do niewielkiego parkingu dla odwiedzających to miejsce. Nietrudno zgadnąć, że żadnych turystów – oprócz mnie – nie było. Szkoda, bo tereny są piękne.

Jedna ze skał w rezerwacie – Kowadło
Widok z ostańca w rezerwacie jest naprawdę urozmaicony 😉

Z parkingu przeszedłem do głównej drogi w Kusiętach. Miejscowość ciągnie się monotonnie 2,5 kilometra wzdłuż jednej ulicy, prostej jak od linijki. Przejście przez nią w upale, bez nawet kawałka cienia nie było największą przyjemnością. Ale przynajmniej mają chodnik, co w takich wsiach nie jest oczywiste. Po jakimś czasie dotarłem do miejsca, gdzie szlak rowerowy skręca w kierunku Olsztyna i nim właśnie wróciłem. Prowadził przyjemną polno-leśną ścieżką, po drodze mijając drewniany krzyż. Oczywiście rowerzystów nie było wcale.

W drodze do Olsztyna

Cała trasa (z początkiem i końcem na rynku) ma 15 km. Przeszedłem ją w 3 i pół godziny, a czas podawany przez mapy.cz to 4 godziny 21 minut. Tak jak pisałem, nie spotkałem na niej ani jednego turysty.

Sokole Góry, Lipówki i Biakło, Zrębice

W pobliżu Olsztyna jest jeszcze jeden ciekawy teren, czyli Rezerwat Przyrody Sokole Góry. Z rynku można tam dojść w kilkanaście-dwadzieścia minut. Można też zaparkować przy ulicy Kuhna i dojść do rezerwatu pod tamtej strony. W obydwu wariantach absolutnie warto przed wejściem do rezerwatu zobaczyć dwa piękne skałkowe wzgórza. Pierwsze to Lipówki – grzbiet skał z pięknymi widokami i świetnymi ścianami do wspinaczki. Oczywiście można tam też łatwo wejść bez sprzętu.

Widok na Giewont (czyli Biakło) z Lipówek
Gdyby nie chmury, byłoby widać zakonników na Jasnej Górze 😉

Drugie wzgórze to Biakło. Jest nieco niższe (340 m n.p.m.) ale też monumentalnie wyrasta nad łąkami. Dzięki swojemu kształtowi i krzyżowi na szczycie przypomina Giewont, dlatego nazywany jest małym Giewontem. Wyznaczono tam sporo dróg wspinaczkowych. Ich nazw nie będę tu pisał, bo to mimo wszystko poważny blog.

Podejście na Biakło
Z rejonu Lipówek i Biakła świetnie widać zamek

Ruszyłem do Sokolich Gór Szlakiem Orlich Gniazd. Rezerwat jest całkowicie zalesiony i składa się ze wzgórz i rozrzuconych na nich skał z jaskiniami. Wzgórza są widoczne z daleka i wyróżniają się w krajobrazie.

W drodze do Sokolich Gór
Sokole Góry widoczne z Lipówek

Przechodzi tamtędy sporo szlaków, i są nawet niezłej jakości. Niestety większość z nich omija kluczowe atrakcje rezerwatu. Nie jest to jednak problem, bo można do nich dojść nieoznakowanymi, czasem stromymi ścieżkami. Tak też dotarłem na Pustelnicę (400 m n.p.m.).

Jeden z imponujących ostańców w Sokolich Górach
Grzybek wentylacyjny w Sokolich Górach

Dalej znajduje się jeszcze nieco wyższe wzgórze z jaskiniami, czyli Puchacz. Jednak zbliżała się burza, więc nie chcąc pozostać gdzieś mokry między skałami, wyszedłem z lasu i skierowałem się polną drogą w stronę wsi Zrębice. Po drodze minąłem tradycyjną drewnianą studnię.

Staw Kaczok w Zrębicach

Zrębice powstały w 14. wieku i wszystko w nich kręci się wokół świętego Idziego. Gdyby skręcić w lewo z drogi, którą szedłem do centrum miejscowości, można zobaczyć kaplicę św. Idziego i źródełko św. Idziego. Idąc dalej, można dotrzeć do góry św. Idziego i skały św. Idziego. Gdy doszedłem do wsi, zobaczyłem kapliczkę św. Idziego i oczywiście kościół św. Idziego z XIV wieku. Innymi słowy, św. Idzi czeka za każdym zakrętem. Całość wygląda jak średniowieczna kampania marketingowa i wiele firm mogłoby się od nich uczyć 😉

Kościół w Zrębicach. Wiadomo, jakiego świętego.

Skąd taka fascynacja tym świętym?

W średniowieczu, gdy okolice Zrębic nawiedziła straszliwa zaraza, ludzie opuszczali domy i chronili się w pobliskich lasach. Gromada zrozpaczonych mieszkańców modliła się, błagając o ratunek. Wtedy na skale ukazał się starzec w pustelniczym habicie – był to św. Idzi, zakonnik żyjący na przełomie VII i VIII wieku. Święty wskazał źródełko bijące u stóp skały, którego woda miała uzdrawiające właściwości. Ludzie pili wodę, obmywali się nią i zaraza ustąpiła. W dowód wdzięczności mieszkańcy wznieśli kapliczkę św. Idziego, a także kościół św. Idziego, a później umieścili w nim obraz tego świętego.

Nawet bez podpisu wiadomo, kto to

Jako że nie zdążyłem zobaczyć całych Sokolich Gór, wybrałem się tam jeszcze raz, tym razem od strony Biakła szlakiem żółtym. Na skrzyżowaniu, gdzie szlak odbijał w lewo, poszedłem dalej prosto nieoznakowaną ścieżką. Po pewnym czasie zrobiło się stromo i dotarłem do innej wąskiej ścieżki, idącej grzbietem. Prowadzi ona na szczyt Sokolej Góry.

Ze szczytu widać olsztyński zamek
Nie ma tutaj barierki. Trzeba uważać, żeby nie przejść ostatniej w życiu lekcji pokory
Zapewne tutaj odbywa się naturalna selekcja uczestników pielgrzymek

Tam napotkałem monumentalne ostańce skalne, punkt widokowy, jaskinie i grupę pielgrzymów. Pewnie zboczyli ze szlaku pielgrzymkowego biegnącego przez Sokole Góry i Olsztyn na Jasną Górę. Skoro o nich mowa, ścieżka schodząca ze szczytu (dosyć stromo) prowadzi do jeszcze jednej skały, zwanej Pielgrzym. z niej przeszedłem poza szlakowymi ścieżkami niezłej jakości z powrotem pod Biakło. Ogólnie w Sokolich Górach i na zamku napotkałem więcej turystów, niż w innych miejscach w okolicy, ale wciąż nie były to tłumy.

Ciekawe, dokąd prowadzą te szlaki w Sokolich Górach? Może do podziemi

Posted in , , , , , , , ,

Jedna odpowiedź do „Przewodnik po jurajskim Olsztynie i okolicy – od małego Giewontu do religijnej kampanii marketingowej”

Dodaj komentarz