W cieniu Częstochowy kryje się urokliwa wieś. Niegdyś ważniejsza i większa od Częstochowy. Dziś pozostały tam zabytkowe stodoły, piękne skały, widoki i małomiasteczkowa atmosfera.
Data wycieczki: 16 lipca 2025
Będąc w pobliżu Częstochowy wybraliśmy się do ładnej, ale niedocenianej miejscowości, leżącej w dolinie Warty zaledwie kilkanaście kilometrów od miasta, czyli Mstowa. Miejscowość istniała już na pewno w XII wieku, co czyni ją jedną z najstarszych w całym kraju. W 1212 roku odbył się tam synod polskich biskupów, a w 1279 Mstów formalnie został miastem. W ciągu historii odwiedzało go wielu władców Polski, a do XVI wieku znacznie przewyższał Częstochowę wielkością i znaczeniem. Stanowił gospodarcze i administracyjne centrum regionu. Potem jego rola zaczęła słabnąć. Po powstaniu styczniowym, w czasie którego mieszkańcy pomagali powstańcom, za karę odebrano prawa miejskie i do dziś Mstów ich nie odzyskał.

Dojazd był łatwy i pod koniec prowadził przez bardzo malownicze tereny wiejskie, ale problem pojawił się w samym Mstowie. Nie było miejsca do zaparkowania na darmowym parkingu na mstowskim rynku – była to pora robienia zakupów i wielu mieszkańców zjechało się do centrum. Po kilku minutach krążenia wokół placu udało się w końcu się znaleźć miejsce. Poszedłem więc obejrzeć urokliwe, małomiasteczkowe centrum miejscowości z rynkiem, zabytkowymi kamienicami i klimatycznymi domami, ustawionymi wzdłuż czterech odchodzących od rynku ulic.

Następnie poszedłem nieco na południe, aby zobaczyć unikatową atrakcję, czyli… zespół starych stodół. Większość z nich powstała w XIX wieku. Dalej udałem się polną drogą, nazwaną na Mapach Google ulicą Brzozową, jeszcze dalej w stronę Srocka. Droga wiodła bardzo malowniczym, pagórkowatym terenem. Po kilkunastu minutach wędrówki skręciłem w lewo, a potem raz jeszcze w lewo i wyszedłem na wzgórze Skarżawa. Z podejścia rozciągały się ładne widoki na okolice. Widać było też zamek w Olsztynie.


Potem poszedłem z powrotem do Mstowa polną drogą równoległą do głównej drogi Małusy Małe-Mstów. W polach rozmieszono było sporo kapliczek i krzyży urozmaicających krajobraz. Oprócz wiejskich krajobrazów czekały na mnie też inne atrakcje, czyli… duże, otwarte sady pełne jabłek i śliwek. W ogóle cała okolica słynie ze świetnych jabłek. Wyposażony na dalszą drogę skręciłem w prawo, a potem ulicą Spacerową i Sportową dotarłem do podnóży wzgórza Wał. Wejście na nie nie było najlepszą decyzją – ścieżka, na początku zachęcająca, później stała się stroma, zarośnięta i wąska. Obok zarośnięte schody przypominały o dawnej świetności miejsca. Na szczycie znajduje się krzyż i punkt widokowy z panoramiczną tablicą wyjaśniającą, co widać. Ale widoki nie lepsze niż spod Skarżawy. Nie polecam.

Po zejściu ze wzgórza poszedłem zobaczyć inne atrakcje wsi. Przeszedłem przez Wartę nowym mostem obok stadionu LKS Warta Mstów i dotarłem do niewielkiego zalewu Tasarki z plażą. Dalej malowiczą dróżką nad rzeką poszedłem do przewodnikowej atrakcji miejscowości, czyli Skały Miłości. Związana jest z nią legenda.
Dawno temu w Mstowie żyła dziewczyna, której matka ciężko zachorowała. Wysłała córkę po cudowną wodę ze źródełka u podnóża wapiennej skały, znanej z uzdrawiających właściwości. Dziewczyna jednak zamiast wrócić z wodą, zatraciła się w miłosnym uścisku z ukochanym chłopcem. Matka, zaniepokojona jej nieobecnością, poszła szukać córki. Gdy zobaczyła ją w ramionach kochanka, z żalu pękło jej serce – ale w ostatnim tchnieniu zdążyła rzucić klątwę, która zamieniła parę w kamień.
Kawałek powyżej jest Góra Szwajcera, z której rozciąga się widok na całą miejscowość.

Na koniec zobaczyłem, wciąż otoczone murem, klasztor i sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Mstowskiej. Kościół i klasztor zostały wybudowane w XIII wieku, ale parafia istniała tam już wcześniej. Świątynia ma dwie wieże i została przebudowana w stylu późnobarokowym. Teren otacza mur obronny zniszczony w czasie Potopu szwedzkiego, później odbudowany. W środku – obraz Matki Bożej będący kopią Częstochowskiej Madonny.

Warto dodać, że w miejscowości odbywają się też spływy kajakowe po Warcie.

Dodaj komentarz