Polsko-słowackie trio: gdzie krowy oglądają widoki, a Maryja ma prąd ze Słońca

W pewną letnią niedzielę pojechaliśmy sobie spontanicznie na Żywiecczyznę, do końca nie wiedząc jakie miejscowości odwiedzimy. Niestety pogoda nie była wymarzona, bo jak nie pochmurno, to upalnie.

Trafiliśmy na wsie z autentyczną atmosferą. To tereny z sielskim klimatem, religijnymi atrakcjami i górami dla tych, którzy nie lubią gór (oraz dla tych, którzy je lubią). Miejsca, gdzie granica państwowa nie ma wielkiego znaczenia, a wśród wiejskich krajobrazów kryją się niespodziewane ciekawostki.

Data wycieczki: 29 czerwca 2025

Ujsoły

Pojechaliśmy najpierw do Ujsołów. Dlaczego? Lubimy odkrywać pozornie nieciekawe miejsca i udowadniać, że są bardziej interesujące niż się wydaje. Zatrzymaliśmy się w centrum, pod amfiteatrem. Tak, dosłownie pod dachem amfiteatru. W czasie, gdy nie odbywają się tam jakieś wydarzenia, miejsce służy jako parking, oczywiście darmowy. Nie żeby wiele turystów chciało tam parkować, ale miło że lokalne władze wpadły na taki pomysł.

Krajobraz wsi

Jedyne dwa pełnoprawne zabytki w Ujsołach to cmentarz z początku XX wieku i kaplica, tzw. U Koconia, zbudowana w 18. stuleciu (obok obecnej remizy OSP). Oprócz tego zwraca uwagę budynek kościoła, zdecydowanie najwyższy we wsi. Wybudowano go, mimo różnych przeszkód, w pierwszej połowie ubiegłego wieku. I tyle.

Kościół św. Józefa Robotnika

Obejrzałem centrum wsi i przeszedłem się krótkim deptakiem nad rzeką Bystrą. Na koniec wspiąłem się się na skromny punkt widokowy, z którego widać sporą część miejscowości. Dochodzi się tam w kilka minut ścieżką od ulicy Dziedziców. Oczywiście takich punktów widokowych jest więcej, jako że wieś jest otoczona ze wszystkich stron górami. Jest też niezłym miejscem do rozpoczęcia górskiej wycieczki po Beskidzie Żywieckim, np. na Wielką Rycerzową lub Krawców Wierch.

Wieś jest wciśnięta pomiędzy góry. Z tyłu Javorina i inne szczyty na granicy ze Słowacją

Po spacerze zjedliśmy bardzo dobre i sycące zapiekanki w lokalnej małej restauracji przy amfiteatrze. Budynek niepozorny, ale jedzenie świetne i nie za drogie. Oczywiście oferują różne dania, ale zapiekanki są ich specjalnością. Bardzo polecam to miejsce.

Rzeka Bystra i amfiteatr parkingowy

Niestety okazało się, że z udowodnienia atrakcyjności Ujsołów nie wyszło nic, a największą atrakcją wsi okazała się knajpka z zapiekankami. Ale to nie był jeszcze koniec wycieczki.

Zákamenné (Zakamienny Klin)

20 minut samochodem z centrum Ujsołów znajduje się piękna słowacka wieś Zákamenné (a przed nią nie mniej urokliwa Novoť). Obydwie miejscowości położone są wśród malowniczych wzgórz i gór z wieloma pastwiskami i łąkami. Dzięki temu jest tam niezliczona ilość punktów widokowych, a także wieże widokowe i sporo innych ciekawych miejsc.

Samo Zákamenné zostało założone w 1615. Obecnie jest bardzo rozległą miejscowością i liczy 5 700 mieszkańców, co czyni ją największą wsią w powiecie Námestovo. Jednak cechą najbardziej wyróżniającą Zákamenné i okolice jest ich gwara. Lokalni mieszkańcy mówią gwarą orawską (oravské nárečie). Jest to specyficzna mieszanka słowackiego i polskiego z elementami góralskimi. Ukształtowała się, bo mieszkańcy okolic żyją ciągle niejako „jedną nogą na Słowacji, drugą w Polsce”. I tak ani Polacy, ani Słowacy z Bratysławy czy Spiszu, nie zrozumieją ich prawidłowo.

Okolice obfitują w piękne szlaki

Żeby dojechać do dwuwieżowego kościoła Wniebowzięcia Maryi w Zákamenném, z 1901 roku, trzeba było sporo i dosyć stromo podjechać od głównej drogi. Tam też zaparkowaliśmy, za darmo. Nieco poniżej kościoła jest niewielki park nad potokiem.

Zmarli mają lepszy widok niż większość mieszkańców

Równie ładny widok mają krowy pasące się wyżej przy ulicy Vojtaššáka. Zresztą są chyba z tego zadowolone, jedna nawet mi pomachała kopytem (naprawdę).

Kościół w Zakamiennym Klinie

Za krowami zaczyna się kolejna atrakcja okolicy, czyli Zákamenská kalvária. Zespół kaplic na stoku został zbudowany w połowie XIX wieku. Najładniejsza jest ta ostatnia, z drewanianą wieżą. Spod niej widać też sporą część wsi.

Na szczycie kalwarii jest płasko, ale podejście do najłatwiejszych nie należy

Ze szczytu kalwarii poszedłem malowniczym, grzbietowym szlakiem zielonym do umieszczonej kilometr dalej wieży widokowej. Wieża jest drewniana i ma 15 metrów, co zupełnie wystarcza do podziwiania z niej pięknych widoków na wieś i okoliczne góry, a także dalsze szczyty Beskidu Żywieckiego. Przy dobrej widoczności można zobaczyć Tatry (ale nie w czasie mojej wycieczki, przeważnie nie mam szczęścia do widoczności). Oczywiście wejście jest bezpłatne.

Wieża przywodzi na myśl tę na Starym Groniu koło Brennej. Tylko że tutaj jest ładniej

Nie zakończyłem jednak na tym swojej wędrówki i poszedłem dalej, tym samym malowniczym i widokowym szlakiem na Maršalkov grúň (934 m n.p.m.). Po drodze minąłem opuszczony dom w całkiem dobrym stanie. Ze szczytu zszedłem na przełęcz z urokliwą kapliczką Matki Bożej Siedmiu Boleści. Co ciekawe, na jej dachu zamontowano… niewielki panel fotowoltaiczny. Obok można odpocząć na nieco zniszczonych ławkach, ale nie byłem jeszcze zmęczony, więc podążyłem dalej, czyli w dół w kierunku wsi. Trasa wiodła nieoznakowaną polno-leśną drogą w niezłym stanie.

Za kaplicą można iść dalej szlakiem w stronę Polski
Droga z Maršalkov grúňa do wsi

Ostatnią część trasy musiałem przejść przez wieś, ale ona też miała swój klimat i sporo starych domów. Na koniec minąłem nowszy kościół św. Józefa i skierowałem się na parking przy starym kościele.

Chatka w Zákamenném

Trasa ma dokładnie 10 kilometrów i według strony mapy.cz można ją przejść w 3 godziny. Mnie zajęło to 2 godziny. Jest to dość popularne miejsce wśród turystów – zarówno polskich, jak i słowackich. Jednak niewielu z nich dociera dalej niż do wieży. A przecież za nią też są piękne tereny do spacerów. Jedyne trudniejsze fragmenty to podejście na kalwarię i zejście z kaplicy „fotowoltaicznej” do wsi. Te dwa są dosyć strome.

Mapa Zákamennégo i okolic

‎Oczywiście podczas tej wycieczki zobaczyłem tylko niewielką część urokliwej okolicy Zákamennégo, więc obiecałem sobie, że tam na pewno jeszcze wrócę. Wiem, że mówię to w prawie każdym wpisie, ale tutaj naprawdę muszę wrócić.

Soblówka

Na koniec pojechaliśmy do Soblówki. Wieś leży w dolinie i na stokach okolicznych gór, dzięki czemu wygląda dosyć sielsko. Jest dobrym miejscem wypadowym na różne szczyty Beskidu Żywieckiego. Została założona przez wołoskich pasterzy, obecnie skupia się głównie na turystyce.

Dzięki położeniu w dolinie i na stokach, poza głównymi drogami, wieś na bardzo przyjemną atmosferę

Zaparkowaliśmy w centrum, jak zwykle bezpłatnie. Obok parkingu jest ładny drewniany kościół z osobną dzwonnicą, którego budowę ukończono w 1950 roku.

Kościół z dzwonnicą

Od razu udałem się w kierunku gór. Minąłem leśniczówkę i doszedłem do rozstaju dróg. Doliną po prawej szedł zielony szlak na przełęcz Przysłop i czarny na Rycerzową. W lewo – żółty w kierunku góry Oszust i Oravskiej Lesnej. Ja jednak wybrałem trzecią opcję, czyli nieoznakowaną drogę pomiędzy nimi. Po chwili łagodnego podejścia przez rzadki las dotarłem na mini punkt widokowy, skąd było widać część Soblówki i niektóre okoliczne góry.

Dalej droga biegła aż na przełęcz Przysłop na granicy ze Słowacją. Nie dotarłem jednak do przełęczy, a zszedłem łącznikową ścieżką do szlaku zielonego w dolinie. Ścieżka jest niezłej jakości, z wyjątkiem dolnej części. Do centrum wróciłem asfaltową drogą w dolinie, na przemian przez las i wśród domów. Potok przepływający tamtędy nosi nazwę Cicha, ale wcale nie było tam cicho, bo oprócz szumiącego potoku słychać było dobrze bawiących się przy domach lokalsów i turystów.

Na leśnej drodze

Czasami nie potrzeba niesamowitych atrakcji. Wystarczy przyjemny, sielski klimat i natura. Dlatego właśnie polecam te miejsca.

Posted in , , , , , , , ,

Dodaj komentarz